Wspaniałe promocje TESCO, czyli ile razy jeszcze będą chcieli mnie oszukać

Powoli męczą mnie dziwne promocje Tesco. Można naprawdę się nieźle wkurzyć. Zwykle człowiek nie zauważa tych oszustw, ponieważ produktów jest tak dużo, że nie sposób zapamiętać ich ceny. Toteż gdy robią nas w bambo, zwykle nie jesteśmy o tym świadomi. Widać to jednak czarno na białym, gdy jest się pracownikiem hipermarketu. Kiedyś pokonywałem wręcz setki kilometrów wśród hipermarketowych półek, dbając aby wszystkie produkty były odpowiednio ułożone itp. W skrócie zwane jest to merchandisingiem. Od tamtej pory nauczyłem się, że w hipermarketach dzieją się naprawdę dziwne rzeczy, o których mógłbym napisać kilka książek. Zresztą jedna już napisałem – Świadome zakupy.

Dzisiaj już tylko jako zwykły konsument chciałem kupić swój ulubiony jogurt. Ponieważ jadam go często to mniej więcej wiem w jakiej jest cenie. I oto po wejściu do Tesco ukazała mi się ciekawa promocja, czyli sześć jogurtów w cenie pięciu. Myślę sobie – fajnie – po czym przyglądam się bliżej ofercie. Wszystko wygląda niby ładnie – na półce cena 1,89 zł. Po zakupie sześciu jogurtów wychodzi 1,66 zł. Najlepsze jest jednak to, że przed promocją te jogurty kosztowały mniej niż 1,66 zł. Usiłuje się zatem zrobić ze mnie idiotę, mówiąc że zaoszczędzę, podczas gdy tak naprawdę kupuję produkt po wyższej cenie i to jeszcze x6. Świetna promocja, nie ma co…



Ponieważ jak już wspomniałem, to moje ulubione jogurty – postanowiłem mimo wszystko skorzystać z tej wyjątkowej “promocji”. Niech tam, mogę kupić i za te 1,66 zł. Po zrobieniu wszystkich zakupów, trzeba odstać swoje w kolejce. Po opłaceniu rachunku przecieram oczy ze zdumienia. Rabat nie został naliczony. To ja się pytam, czemu? Czemu? Czemu zapłaciłem z te jogurty 1,99 zł za sztukę? Już nawet nie 1,89 zł, ani nie 1,66zł – tylko 1,99 zł. Pani kasjerka robi szerokie oczy, bo i czemu ona winna – pewnie nie wie co sprytni marketingowcy wymyślili na sklepie. Z reguły zakładam że, kasjerka jest miła i to nie jej wina 😉 Też staram się być uprzejmy… w miarę możliwości 😉

Została wezwana kolejna Pani, która miała wyjaśnić całą sprawę. No i okazało się, że wziąłem jeden smak nie objęty promocją. Co ciekawe był to smak który z dumą siedział obok pozostałych smaków. Wręcz PROMOCJA wisiała dokładnie pod tym smakiem – domyślam się, że nie przypadkowo. Tesco natomiast wymyśliło sobie, że tego jednego smaku nie obejmie oferta. I co jeszcze ciekawsze – świetnie się kryją – na ulotce promocyjnej napisali że cena jednego produktu to 1,99 zł. Więc ten za 1,89 zł – czyli tańszy od pozostałych o 10 gr nie wchodzi w promocję. Tricki naprawdę godne podziwu.

Kolejna cudowna promocja Tesco, w której zostałem nabity w butelkę to “2 napoje w cenie 1”. Przy kasie oczywiście się okazało, że tu również wziąłem nie ten smak, który powinienem. Bo promocja dotyczy przecież multiwitaminy a nie pomarańczy. To nic że wszystkie produkty masowo leżą na specjalnie dedykowanej półce promocyjnej. Jakoś nie wierzę w nieumyślne działanie pracownika, który podrzucił inny smak na półkę promocyjną. Tak czy inaczej, zmęczyłem się promocjami Tesco… Obecnie staram się omijać ten sklep z daleka… no chyba że nie ma nic ciekawszego w okolicy 😉

Na koniec historia “w obronie konsumentów”. Zapraszam do obejrzenia jednego z odcinków Pani Basi, która walczy o swoje BMW, które rzekomo wygrała…

4 Comments

  1. Nie zamierzam walczyć z wiatrakami. Opisuję swoją przygodę, żeby przestrzec innych konsumentów i zwrócić ich uwagę na pewne rzeczy. Ściganie tego urzędowo nie przyniesie efektów, bo jak zakażą stosowania jednej sztuczki, to wymyślą cztery inne.

    Pracowałem kilka lat w największych sieciach hipermarketów. To jest po prostu “bezczelny marketing”, który nie podlega pod żaden paragraf. Bo zawsze można się wykpić z tego, że na tabliczce wyraźnie jest napisana cena przecenionego produktu. A tabliczkę mógł ktoś przestawić… i sok z “innej parafii” również mógł tu trafić “niechcący”…

  2. oszukańczy marketing w Tesco trwa. Wymyślne akcje mącą w głowach-świadomie są redagowane z brakiem elementarnej znajomości jezyka polskiego. Moja co trzecia wizyta w tym sklepie to reklamacja na zawyżoną cenę. Póki co oddają pieniądze i to nie małe …w ciagu roku próbowano mnie oszukać na łącznie okolo 100 zł…a ile osób dochodzi w ten sposob swoich praw?…. Suma sumarum, z tego oszukańczego procederu można wymyślać kolejne promocje dla naiwnych klientów.

  3. Tesco nie jest jedynym sklepem, który kombinuje z “niby promocjami”. To samo dzieje się w innych dużych sieciach handlowych ( nie będę nazw wymieniał, bo nie nagrałem materiału dowodowego :))
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ONI ( markety) żerują na nieuwadze, i pośpiechu konsumentów. Większość osób, gdy widzi napis promocja, a jeszcze jest to produkt, który chcieli kupić – to bez wahania – wrzucają je do koszyka. Nie ważne, czy to faktycznie była promocja, czy nie była… Liczy się karteczka z napisem “promocja”. Ja osobiście kilka razy stwierdziłem w sklepie gdzie chodzę co tydzień, ze coś w “promocji” było drożej (!) niż tydzień temu po zwykłej cenie. No ja rozumiem, ze inflacja, i tak dalej, ale żeby tak biednego klienta robić w bambuko.

    p.s. Ta pani Basia jest po prostu nie do podrobienia. Nic dodać, nic ująć.

Leave a Comment